niby narty
Komentarze: 0
zadko z moja mamuska robimy cos wspolnego ale wczoraj troche sie udalo - wybralysmy sie razem na narty, jej autem ( gdy jest mozliwosc wole jej samochod, bo ma polskie tablice) ze mnie troche poduczy jezdzic na nartach , ja w porownaniu z nia slabo jezdze .. W samochodzie gadka jaka muzyke lepiej sluchac i inne bzdety. Pech chcial ze akurat ja prowadzilam i do tego pojechalysmy jakas inna droga - niby skrot przez gory po oblodzonej drodze .. taka szklanka szacunek wytwarzala , nie powiem .. no i sobie tak jechalam do momentu gdy samochod nie mogl dalej ruszyc,, stromo, kolka sie slizgaly i co rusz pod gore samochodem wykrecalo w ktortas przypadkowa strone, droga na tyle waska i sliska ze o zawracaniu nie bylo mowy i z jednej strony moze nie przepasc ale znaczny stromy row za to z drugiej strony drogi byloby sie o co oprzec zderzakiem. wysiadlam ona prpbowala cos zrobic z autem ale tak samo kreatywna jak ja.. jedyna mozliwoscia bylo cofanie samochoodu slizgajac sie jak na sankach, no ale tylem strasznie duzo widac i bylo ilesc tam set metrow potu , jekow, wymieniania sie i wrocillyusmy na prwaidlowa , grzeczna droge dojechalysmy do miejsca prznaczenia, kilka zjazdow na nartach, troche wiecej siniakow na swierzym powiertzu i do domu.. czy takie wyjazdy cos ucza. fakt ze podczas tej przygody z samochodem na siebie wzajemnie nie wyzywalysmy, nie obwinialysmy, uwazam za sukces,
Dodaj komentarz